Pisałem już kiedyś, że zespół Marillion to ścisła czołówka na mojej liście ulubionych zespołów. Nie ukrywam, że chodzi wyłącznie o wcześniejszy Marillion z Fishem. Po Jego odejściu z zespołu straciłem do nich serce i pozostałem po stronie Fisha.
Jak zmieniły się czasy. Kiedyś plakaty takich zespołów, jak Marillion wisiały u mnie w pokoiku na słomiance. Były to postaci z nieosiągalnego kapitalistycznego świata, prawie półbogowie. A dziś? Dziś Fish zwyczajnie przyjeżdża do Szczecina zagrać dla nas na żywo. Półbogiem nie przestał być dla mnie, jednak dzisiaj mamy możliwość prawie dotykać największych gwiazd. Niewątpliwie wdzięczny jestem, że rzeczywistość w Polsce aż tak się zmieniła.
Na koncert wybrałem się z kolegą Tomkiem i synem Adamem. Trochę trzęsły mi się kolana, bo lat minęło wiele i obawiałem, się że Fish będzie już niedołężnym staruszkiem charczącym coś na scenie. Bałem się, że przez ten koncert padnie w mojej głowie legenda zespołu, która budowała się tyle lat. Tym bardziej, że na koncercie miały być kawałki z płyty „Misplaced Childhood” (wydanej 30 lat temu!).
Znam tą płytę niemal na pamięć i słuchałem ją dziesiątki razy, znam każdy dźwięk i słowo. Ta płyta jest w mojej pierwszej dziesiątce wszechczasów, prawdziwa świętość. Bałem się, że usłyszę na koncercie jakąś karykaturę i będę zwyczajnie zawiedziony.
To mało powiedzieć, że się nie zawiodłem. Koncert był fantastyczny. Fish, choć oczywiście dużo starszy…
…ma tyle energii, że wystarczyłoby dla kilku małolatów klikających bez opamiętania w komórce. Artysta najwyższych lotów, bo tylko tacy potrafią stworzyć na scenie niepowtarzalny klimat widowiska. Tylko u takich artystów ma się wrażenie, że On śpiewa właśnie dla mnie i robi to najlepiej jak potrafi, bez opitolania się. Jego niezgrabne ruchy nie zmieniły się nic a nic mimo wieku, jego kontakt z widownia jest nadal bardzo bezpośredni. Nie, nie można nazywać Fisha dziadkiem. To zadziwiające, jak czterech facetów może zagrać w jednym czasie tyle dźwięków na raz ;). Wszystkie kawałki zagrali bez udziwnień, dokładnie tak jak je mam zakodowane w głowie. Płytę, którą znałem na pamięć usłyszałem teraz całkiem na żywo. Cudowne przeżycie. Jestem szczęśliwy, że byłem na tym koncercie. I muzyka i niezwykle bezpośredni charakter Fisha powaliły mnie na kolana i klęczę tak do tej chwili. Kto był na tym koncercie wie o czym mówię, a kto nie był niech żałuje.
Zdjęcia robione komórkami oczywiście nie oddadzą klimatu, ale dla mnie będą przypominajką, że byłem uczestnikiem spotkania trzeciego stopnia ;)
Na koniec dodam, ze na koncercie oczy świeciły się nie tylko mi ale i mojemu synowi Adamowi. Dwa pokolenia z gęsią skórka na tym samym koncercie. Czy to nie świadczy o najwyższym artyzmie Fisha?...
stary człowiek i może ... chłopaki - łysiny pod czapki i wciągać brzuchy !
OdpowiedzUsuńRównież byłem i i z przekonaniem stwierdzam że rewelacja!!!!
OdpowiedzUsuń